Prispinhu w podróży

Są takie rzeczy, które chciałoby się zabrać nawet na koniec świata! Dla mnie jest to „Prispinhu” – kreolski „Mały Książę”. „Małego Księcia” czytałam w kilku językach, ale żadne wydanie nie jest mi tak drogie, jak „Prispinhu” i to do tego z naprawdę zacną dedykacją od tłumacza! A zatem… z kabowerdeńską muzyką w uszach i z Księciuniem pod pachą ruszyliśmy poeksplorować tu i ówdzie!

Algem grandi fla-m pa N dexa pa la es kusa di kobra jiboa ku bariga ratxadu ku kobra jibola ku bariga fitxadu pa N po kabesa na jiografia u storia ku matematika ku regra di lingua. Si ki, ku sax anu d`idadi, N bandona nha grandi sonhu di ser pintor.
*

Pewien dorosły doradził mi, abym porzucił rysowanie węży boa zamkniętych oraz węży boa otwartych i abym się zajął geografią, historią, matematyką i gramatyką. W ten właśnie sposób mając lat sześć, porzuciłem marzenie by zostać malarzem.

Nigdy nie porzucajcie marzeń!- to od Prispinhu, a ode mnie kawałek z podróżniczej play listy. Nie ma lepszego soundtracku do początek podróży jak „Di alma” Sary Tavares!


* Prispinhu – Antoine De Saint-Exupery, tłum. Nicolas Quint i Aries Smedo

Reklamy