Sto lat Klub Polek!

Klub Polki na Obczyźnie to wirtualne zgrupowanie Polek mieszkających w różnych częściach świata. Moja przygoda z Klubem zaczęła się maju 2013 roku i zdaje się, że byłam w fali „pierwszych” członkiń. Jak to bywa w życiu, także w tym życiu on-line, często ciekawe spotkania są dziełem przypadku. I nie inaczej było tym razem. Dziś nie potrafię sobie nawet przypomnieć, co zaprowadziło mnie na stronę klubu, ale od razu spodobała mi się ta idea i bez wahania napisałam do Magdy, jej pomysłodawczyni.

Teraz obchodzimy swoje 5-lecie i mamy za sobą mnóstwo ciekawych projektów i jeszcze więcej pomysłów na nowe akcje w przyszłości! Choć muszę przyznać, że nie jestem wzorową klubowiczką. W wielu projektach nie wzięłam udziału, zwłaszcza, kiedy większość aktywności przeniosła się na facebook. Po prostu nie nadążam. 🙂 Często kiedy zaglądnę na grupę, tudzież projektowo, tudzież prywatnie – odkrywam, że ominęła mnie długa dyskusja, a w odpowiedzi na czyjąś prośbę/pytanie, ubiegło mnie już kilka wspaniałych babek. Zupełnie też nieobecna jestem w dziale prywatnym, gdzie członkinie dzielą się różnymi smutkami i radościami dnia codziennego i niecodziennego, co także wynika z faktu, że jestem zupełnie niefacebookowa i jeśli chodzi o prywatne sprawy tradycyjnie offline`owa. Ale mimo to, staram się w tych ważnych chwilach i większych projektach zaznaczać swoją obecność, bo z samego faktu bycia i posiadania dostępu do tylu wspaniałych kobiet, rozsianych po całym, świecie czerpię wiele. Daje mi to niesamowite, wręcz magiczne poczucie wspólnoty, która jest dla mnie źródłem siły i, w pewnym sensie, poczucia wszechmocy. Bo jak inaczej można nazwać fakt, że w ciągu kilku sekund można się połączyć i z Kanadą, Rwandą i Japonią? I to do tego połączyć z wyjątkowymi kobietami?

W moim przypadku, z racji mojego położenia geograficznego wchodzi w grę jedynie kontakt „wirtualny”, bo zapewne najbliższą klubowiczkę znalazłabym w Maroku lub na Wyspach Kanaryjskich. Ale mimo to, miałam szczęście spotkać dwie klubowiczki na żywo podczas swojej podróży po Azji – Beatę w Bangkoku i moją imienniczkę, i prawie sąsiadkę w Polsce, Emilię w indonezyjskiej Jogji.

I gdyby nie klub nie powstałoby wiele ciekawych tekstów, pisanych specjalnie na jego użytek. Jednym z takich wyjątkowych projektów, którego nigdy nie zapomnę, był pomysł pisania bajki dla dwóch sióstr – Karinki i Ali. Pamiętam, że byłam wtedy w dłuższej podróży po Azji, i czas na pisanie czegokolwiek miałam jedynie w oczekiwaniu na jakiś transport, lub w transporcie, o ile nie bujało, kołysało i nie było zbyt ciasno. I tę bajkę pisałam na komórce, podczas rozgwieżdżonej, nocnej podróży statkiem między dwoma indonezyjskimi wyspami Timor i Alor. Magia totalna, bajka „Ukryty skarb” „wyklikała się” na małym ekraniku sama. I za takie chwile, i wszystkie inne przyszłe, bardzo gorąco Wam dziewczyny (i Piotrze – mamy jednego rodzynka wszakże!) dziękuję.

Reklamy