Vanina – Teraz jest czas na Kriolissimą!

Vanina Kriolissima

Vanina Kriolissima

Vanina Ferro ma 37 lat i mieszka w Mindelo. Nie znajdując stałego zatrudnienia przez zbyt długi czas, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i sama stworzyć sobie miejsce pracy.

– Teraz jest czas na Kriolissimą! Czym jest Kriolissima?

– Kriolissima to firma, która będzie zajmować się przetwórstwem spożywczym. W pierwszej fazie będą to produkty rybne, w drugiej dołączą produkty rolne. Zawsze jednak bazą będą składniki całkowicie „kriolos – kreolskie”, lokalne i naturalne, tak aby pokazać potencjał i możliwości kuchni kabowerdeńskiej.

Poprzez innowacyjne podejście chcę stworzyć produkty, które ułatwią życie moim klientom. A mianowicie będę produkować posiłki gotowe do spożycia albo prawie gotowe, które łatwo i szybko będzie można przygotować. Posiłki zdrowe i smaczne, przygotowywane z zachowaniem najwyższych standardów higieny. I z pasją oczywiście.

– Jak zaczęła się historia Kriolissimy?

Historia Kriolissimy zaczyna się wtedy, kiedy wróciłam z Wyspy Sal. Mieszkałam tam ponad 7 lat i pracowałam w lotnictwie. Bardzo lubiłam swoją pracę, ale nie wszystko ułożyło się po mojej myśli i musiałam wrócić na wyspę, z której pochodzę czyli São Vicente. Miałam nadzieję, że tu, gdzie się urodziłam, będzie mi łatwiej znaleźć pracę. Ale niestety tak się nie stało. Pracy nie było, okazjonalnie pojawiały się jedynie jakieś zajęcia tymczasowe.

Paszteciki Cioci Zinhy.

Paszteciki Cioci Zinhy.

Nie poddawałam się i chwytałam jakąkolwiek okazję, jaka się nadarzała. Sytuacja jednak sprawiła, że coraz częściej czułam się zniechęcona, rozczarowana i sfrustrowana. W jednym z takich dni odbywały się w Mindelo, mieście w którym mieszkam, Targi Przedsiębiorczości, w których brał udział mój kuzyn z Wyspy Santiago. Zaprosił mnie, bym uczestniczyła w targach razem z nim i dzięki temu pojawił się impuls, by samej stworzyć sobie miejsce pracy.
Krok po kroku zaczęły się pojawiać pierwsze pomysły. Na początku myślałam o rolnictwie, ale ono wymaga czasu. Pewnego dnia w telewizji zobaczyłam program o przedsiębiorczości i pomysłach na własną firmę. Jednym z nich było przetwórstwo rybne i to było to! Tak, tym się zajmę – pomyślałam.

Nie tracąc czasu dnia następnego poszłam do ADEI (Agencja Wspierania Przedsiębiorczości i Rozwoju). Przeprowadzono ze mną wywiad, dano kilka wskazówek i zapisano na listę „domowych producentów”. Dzięki agencji wzięłam udział w kursach doszkalających, ale sama też szukałam możliwości dokształcania się i wzięcia udziału w różnego typu szkoleniach, w tym dotyczących przetwórstwa rybnego.

To był listopad 2011 roku. Wtedy zaczął się mój maraton ku własnej firmie, ku stworzeniu miejsca pracy dla siebie, ale też i dla innych, bo nie mogę myśleć tylko o sobie, ale także i o innych, którzy podobnie jak ja są bez pracy. Od tego czasu wiedziałam, że jestem na dobrej drodze, choć jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, że będzie to długa, kręta i wyboista droga.

– Od tego czasu minęły ponad trzy lata. W jakim momencie jesteś teraz?

– Dokładnie w tym momencie produkuję swoją pierwszą partię pasztecików (rissois) wedle receptury mojej cioci. Muszę jednak powiedzieć, że te trzy lata nie były łatwe. Kosztowały mnie sporo walki, poszukiwań, także i błądzenia. Nie wszystkie doświadczenia były pozytywne, ale wszystkie pozwoliły mi się rozwinąć, ulepszać, poprawiać i krok po kroku iść do przodu.

Ciocia Zinha.

Ciocia Zinha.

– To wcale nie przypadek, że to właśnie paszteciki (rissois) są pierwszym produktem Kriolissimy.

– Zawsze wiedziałam, że w moim menu znajdą się paszteciki mojej cioci, bo są to naprawdę wyjątkowe paszteciki! Na początku jednak byłam przekonana, że moim pierwszym produktem będą suszone albo wędzone ryby, dziedzina, w której mam już doświadczenie, a paszteciki dołączą później i będą ukoronowaniem mojego menu.

Namawiałam ciocię Zinhę, żeby zaczęła sprzedawać swoje paszteciki, ale ona, jako osoba innego pokolenia nawet nie chciała o tym słyszeć. Nawet kiedy dzieliłam się z nią pomysłami na Kriolissimą i namawiałam, żeby podzielić się dochodami ze sprzedaży pasztecików, ona powtarzała, że da mi przepis, ale nie chce nic w zamian. Los sprawił, że ciocia zachorowała na raka i przepis przekazała mi leżąc chora w łóżku, nie bez trudu starając się przypomnieć sobie szczegóły. Moja ciocia bowiem, która pracowała jako kucharka w Angoli, wszystkie przepisy miała tylko w głowie.

Ciocia odeszła 3 września i jej śmierć była jednym z motywów, dla których to paszteciki są pierwszym produktem Kriolissimy, jako wyraz uznania dla niej, kobiety silnej i walczącej do samego końca, która mimo choroby z pasją wyrabiała paszteciki! A nie jest to zajęcie łatwe i wymaga czasu! Dlatego też paszteciki nazwałam Rissois da Tia Zinha – Paszteciki Cioci Zinhy, także jako symbol Kriolissimy, którym jest siła kobiet Kreolek.

– Miałaś jakieś wsparcie w swoim przedsięwzięciu?

– Myślę, że historia jest wszystkim dobrze znana: dobrze jest marzyć, ale przede wszystkim musimy działać. Jak dotąd nie udało mi się uzyskać wsparcia finansowego. Ale też zdaje sobie sprawę, że najpierw muszę zdobyć sobie uznanie potencjalnych inwestorów moimi produktami. Dlatego teraz własnym asumptem, za środki zarobione z różnych prac dorywczych, produkuję paszteciki i zanoszę próbki. Pukam i będę pukała do różnych drzwi i wierzę, że wsparcie przyjdzie.

Znasz inne kobiety przedsiębiorcze tak jak Ty?

– Tak, znam kilka bardzo wartościowych kobiet, które są bardzo zdeterminowane. Jedna z postaci, które mnie najbardziej inspirują to Maria Graca, która aktualnie jest Wice Przewodniczącą Afrykańskiej Sieci Przedsiębiorczych Kobiet.

Dla mnie jednak duch przedsiębiorczości może być w każdym z nas. Potrzeba jednak wyjść ze swojej strefy komfortu i nie bać się porażek. Spotkałam bowiem także przedsiębiorcze kobiety, które napotkawszy przeszkody, odpuściły w połowie drogi. Często te przeszkody spotykamy we własnych domach i jeśli nie jesteśmy wystarczające silne, rezygnujemy z marzenia o własnej emancypacji.

Pierwsza partia pasztecików jest już gotowa do dystrybucji!

Pierwsza partia pasztecików jest już gotowa do dystrybucji!

– A zatem gdzie tkwi sekret?

– Sekret tkwi w skupieniu się na celu, a także wierze w samą siebie i swoim pomyśle na życie. Na zdawaniu sobie sprawy z tego, że nic nie stanie się samo, rzeczy nie spadną z nieba. Trzeba walczyć, czerpać wnioski z doświadczeń i iść do przodu niezależnie od przeszkód. Bo to właśnie przeszkody czynią nas silniejszymi. Trzeba także zawsze pamiętać, że aby dostać to czego pragniemy, musimy na to zapracować i nigdy nie porzucać swojego marzenia.

Wiem, że to łatwo powiedzieć. Ja sama z marzeniem o Kriolissimej napotkałam wiele przeszkód, ale nie poddałam się, nie poddaję się i wierzę, że produkty Kriolissimy wylądują na wielu talerzach. Marzę o tym, ale też i działam w tym kierunku.

– Myślisz, że droga byłaby łatwiejsza, gdybyś była mężczyzną?

– Obawiam się że tak. Myślę że mężczyzna, z racji bycia mężczyzną nie jest narażony na pewne sytuacje. Jesteśmy postrzegane jako słabsze i musimy się napracować, żeby pokazać nasz potencjał, poważne zamiary i determinację. Musimy to przyjąć z godnością, a następnie zabrać się do roboty i robić to, w co wierzymy i udowodnić, że potrafimy. Z drugiej strony mamy ten szósty zmysł i intuicję, która zawsze jest po naszej stronie.


– Dlaczego nazwałaś firmę Kriolissima?

– Kiedy myślę kriolissima, myślę o sile kobiety kreolskiej, o sile w każdym wymiarze: rodzinnym, społecznym, kulturowym i zawodowym. O tej sile pokonywania przeszkód, wytrzymałości, odwadze. Zaraz po tym przychodzi mi na myśl to, co jest związane ogólnie z Kreolami, Kabowerdeńczykami – morze, ziemia, roślinność, wiara, światło. Chcę, żeby smakując moich wyrobów na myśli przychodziło właśnie to: To… to jest kreolskie… to jest Kriolissima!


Vanina i jej Kriolissima otwierają cykl wywiadów z Kreolkami, kobitkami kabowerdyńskmi, które mnie zainspirowały i zachwyciły. I chciałabym się tą ich dobrą energią z Wami podzielić.

Przeczytajcie też wywiady z Sonią i Ronise!

Reklamy