Sonia – Badia w Mindelo

sonia

Sonię można spotkać codziennie na ulicach Mindelo. Chodzi i puka do drzwi, dzień w dzień. Taki jest jej sposób, na utrzymanie swojej rodziny. Ma 28 lat i dwójkę dzieci, córkę i syna, mają po 12 i 6 lat. Pochodzi z Wyspy Santiago, z Sao Joao Baptista niedaleko stolicy Praii. Ale od kilku lat mieszka w Mindelo, na Wyspie Sao Vicente.

– Santiago to największa, a zarazem najsilniejsza ekonomicznie, wyspa archipelagu. Co skłoniło Cię do przeprowadzki na Sao Vicente, wyspę o większym bezrobociu i, wydawałoby się, z mniejszymi szansami?

– To prawda, co mówią o Mindelo. Ale równie ciężko jest w okolicy, w której mieszkałam. Jeśli chciałabym robić na Santiago to samo o robię teraz, byłoby to praktycznie niemożliwe, bo tam jest wiele kobiet, które sprzedają zarabiają tak jak ja.

– Jak to się stało, że zdecydowałaś się na przeprowadzkę?

– Siostra moja już wcześniej przeprowadziła się do Mindelo i mnie sprowadziła. Nie jest mi o wiele lepiej, ale zależało mi też, żeby się uniezależnić i pracować na swój rachunek.

– Czym się zajmujesz?

Sprzedaję banany. Na Santiago, oprócz dużej konkurencji, wiele osób ma swoje plantacje, cena bananów jest niższa, ciężej jest na nich zarobić. Kupujesz banany, jedziesz do stolicy na rynek, płacisz za transport. Nawet jeśli uda się coś sprzedać, niewiele się na tym zyskuje.

– Jak wygląda Twój dzień?

– Wstaję, przyszykuję dzieci do szkoły i o 8 jestem już w pracy. Robię przerwę po 12, przygotowuję obiad tak, aby był gotowy jak dzieci przyjdą ze szkoły i po 14 wracam do sprzedawania bananów. Chodzę po domach. Do domu wracam zazwyczaj około 20.

– Ile dziennie jesteś w stanie zarobić?​

– Kupuję kilogram bananów za 80 cve i sprzedaję po 100 cve. Na każdym kilo zarabiam zaledwie 20 cve. Banany pochodzą głównie Santiago lub z Santo Antao, ale niestety nie mam nikogo kto mógłby mi je wysyłać. Wtedy mój zarobek byłaby większy. Dziennie uda mi się zarobić 700 cve. To musi wystarczyć na rachunki, mieszkanie, szkołę dla dzieci i jedzenie.

– W mieście jest wiele dziewczyn, które sprzedają banany. Trzymacie się razem?

– Nie jesteśmy podzielone na rewiry, ale też staramy się nie wchodzić sobie w drogę i trzymamy się razem z rodziną i przyjaciółkami. Ja na przykład sprzedaję ze swoją kuzynką. Trzeba tylko uważać na policję. Jeśli mnie złapią, zabiorą banany. Ale nie mam innego wyjścia, muszę tak zarabiać.

– Jest ktoś, kto Ci pomaga?

– Nie. Sama się utrzymuję. Ojciec moich dzieci w ogóle nas nie wspiera. Byłam młoda jak urodziłam pierwsze dziecko, mama opiekowała się moim młodszym rodzeństwem, ja zaś musiałam zaopiekować się sobą i tak zostało. Żałuję, że mam skończone tylko kilka klas, bo mojej matki nie stać było, by mnie wysyłać do szkoły.

– Często wracasz na Santiago?

– Staram się jeździć tak często jak to możliwe, ale ostatni raz byłam 4 lata temu. Chciałabym jeździć częściej. Mój tata ostatnio choruje, mam nadzieję, że uda mi się go odwiedzić.

– Jeśli można by pomóc kobietom, takim jak Ty, o czym powinno się w pierwszej kolejności pomyśleć?

O stworzeniu dla nas miejsc pracy, o umożliwieniu nam pracowowania na własny rachunek, tak abyśmy mogły utrzymać nasze rodziny. Nie chcę całe życie sprzedawać bananów, jeśli tylko znalazłabym inną pracę, zamieniłabym ją.

Wywiad z Sonią należy do cyklu rozmów z silnymi, wyjątkowymi Kreolkami. Zapraszam do poznania także Vaniny i Ronise.

Chciałbyś/chciałabyś powiedzieć coś dziewczynom? A może masz jakiś pomysł, jak można by je wesprzeć? Napisz: kabu.verdi.sabi@gmail.com

Reklamy