Tania – karnawałowa krawcowa

DSCN0190

Już za parę dni na ulice Mindelo wyjdą przepiękne tancerki i przepiękni tancerze. Karnawałowe szaleństwo sięgnie zenitu. Nie byłby on tak okazały, gdyby nie sztab krawcowych, które dosłownie w tej chwili w pocie czoła wykańczają karnawałowe kreacje. Poznajcie jedną z nich!

Tania ma swoją pracownię, jeśli tak można nazwać mały pokoik z kilkoma maszynami do szycia, na przedmieściach Mindelo. Tylko rysunki misternych karnawałowych strojów na ścianach zdradzają, że to spod jej magicznej ręki wychodzą jedne z najpiękniejszych kreacji! Trafiłam do niej przez przypadek, towarzysząc koleżance. Nie należę do strojniś, ale odkąd ją poznałam, nie mogłam się oprzeć i w mojej szafie wylądowało kilka wyjątkowych dzieł. Tak wyjątkowych, jak sama Tania. Poznajcie Antonię Jose, bardziej znaną jako Tanię-Krawcową.

– Jak zaczęła się Twoja przygoda z krawiectwem?

– Wszystko zaczęło się, kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Moja mama jest krawcową. Pewnego dnia, miałam wtedy 9 lat, miała dużo pracy, a jej pomocnica nie wywiązywała się ze zobowiązania. Chciałam pomóc i powiedziałam: „Mamo, pokaż mi jak to się robi”. Mama mi pokazała i tak się nauczyłam.

Ale krawiectwo nie było miłością od pierwszego wejrzenia. Umiałam szyć, ale chciałam zajmować się czymś innym i wykonywałam różne prace. Mój niekończący romans z krawiectwem zaczął się, kiedy moja przyjaciółka potrzebowała, by ktoś uszył jej spodnie. „Ja Ci pomogę”, powiedziałam. Usiadłam i uszyłam. Kilka dni później koleżanka powróciła: „Słuchaj, mam tunikę, zupełnie na mnie nie leży.” Usiadłam do stołu, zaprojektowałam i migiem przerobiłam tunikę. Od tego czasu nie odchodzę od maszyny. (śmiech)

To moja sukienka się tam szyje ;)

To moja sukienka się tam szyje 😉

– I tak minęło ponad 40 lat!

– Tak, połknęłam bakcyla. Za kilka dni skończę 53 lata, ale wyobraź sobie, że moja mama ma już 76 lat i jeszcze pracuje w zawodzie! Wykonuje nawet skomplikowane kreacje karnawałowe!

– No właśnie, karnawał. Szyjesz stroje dla jednej z mindeleńskich grup – Vindos do Oriente. A karnawał w Mindelo to nie żarty! Podobno w styczniu, lutym nie ma nawet co marzyć o skróceniu nogawek!

– To prawda, przed i w trakcie karnawału mamy ręce pełne pracy! Ponad 100 kreacji powstaje w czasie krótszym niż miesiąc! Ale jak ma się sprawdzoną ekipę, można rozłożyć pracę na cały rok i uniknąć karnawałowego stresu i niespania po nocach! Wszystko zależy od organizacji i sprawnego podziału pracy.

– Karnawałowe kreacje to prawdziwe dzieła sztuki!

– Dla mnie są przede wszystkim sprawdzianem moich umiejętności. Stroje muszą leżeć idealnie i byś świetnie zrobione! W końcu narażone są na ekstremalne warunki – muszą wytrzymać kilkugodzinne parady, pląsy, tłum, nadepnięcia. (śmiech) Ale w karnawałowe kreacje wkładam serce, tak jak we wszystkie inne stroje. Muszą być zrobione z pasją!

– A tak prywatnie, lubisz to karnawałowe szaleństwo, ten czas kiedy wszystko i wszyscy kręcą się wokół karnawału?

Najstarsza córka Tanii też jest krawcową.

Najstarsza córka Tanii też jest krawcową.

– Ja? Mi e doida na carnaval – uwielbiam karnawał! Ale nie żeby się przebrać i brać udział w paradzie, choć wiele razy mnie namawiano! Może jak będę starsza i będę miała mniej rzeczy na głowie, to dam się namówić. Będę miała większy dystans do siebie i więcej czasu, by się skupić, żeby dobrze wypaść! (śmiech)

– A zatem karnawał to czas nie tylko pracy, ale i zabawy!

– O tak! Ale wiadomo, że najwięcej pracy jest właśnie w czasie karnawału. To co wtedy zarobię, odkładam na chudsze miesiące. Bo krawiectwo daje mi satysfakcje i jest źródłem utrzymania. Nie przynosi kokosów, ale jeśli się dobrze zarządza, da się wyżyć.

A ja muszę przede wszystkim pamiętać o swojej rodzinie. Takie jest życie nas Kreolek. Kobieta kabowerdeńska pracuje dla swoich dzieci. Niektóre mogą liczyć na ojców swoich dzieci, inne nie. Odkąd mam 23 lat jestem żywicielką swojej rodziny, ojcem i matka. Mój pierwszy mąż umarł, jak starsza córka miała dwa latka. Pracowałam w fabryce, szydełkowałam, imałam się różnych prac, by nas utrzymać, ale zawsze z miłością. I nie narzekam, wyszłam ponownie za mąż, urodziłam drugie dziecko. Nie zawsze z mężem jesteśmy razem, bo on pracuje na statku. Ale jestem szczęśliwa! Miłość do dzieci to podstawa, nigdy nie były one dla mnie ciężarem. W pracowni jestem krawcową, a w domu jestem mamą.

– Twoja córka też jest krawcową, prawda?

– Tak. Mam dwie córki. Młodsza ma 16 lat i jeszcze się uczy. Starsza, Jaquline też szyje. Pomaga mi, w pracowni, kiedy mam dużo pracy. Przez cały rok jest co robić, choć wiadomo – raz mniej, raz więcej.

DSCN0189

– Łatwo jest być krawcową na Cabo Verde?

– Nie, w dzisiejszych czasach ludzie wolą iść do sklepu, kupić tanio u Chińczyka, a my krawcowe schodzimy na drugi plan. Dlatego tym bardziej, kiedy już się coś szyje, trzeba to robić z miłością i pełnym zaangażowaniem. Wtedy klient wróci.

– A wrócić można na przykład z pomysłem w głowie albo ze zdjęciem z internetu, tak jak ja. (śmiech)

– Tak! (śmiech) Patrzę na to co jest na zdjęciu, ale dostosowuję do Twojego ciała. Każdy jest inny, a strój ma wyglądać dobrze nie na zdjęciu, ale na Tobie. Chętnie doradzę, ale jestem elastyczna. Zmiany? Proszę bardzo! Będziemy poprawiać dopóty, dopóki będzie idealnie!

– Lubisz swoją pracę, prawda?

– Czy lubię? Kocham! Uwielbiam! Kiedy pracuję, zapominam o całym świecie i skupiam się tylko na pracy, na tym, co mam zrobić. Nie liczę czasu, nieraz zdarza mi się ocknąć się, kiedy jest już późno! (śmieje się) Jeśli ktoś potrzebuje mojej pomocy, mojej pracy, zrezygnuję z wyjścia, ze spotkania, by wywiązać się ze swojego zobowiązania. Kochać swoją pracę, to jest podstawa. Jeśli nie, to będzie męka. Jakąkolwiek pracę wykonujemy, trzeba włożyć w nią swoje serce. Bez tego nic nie wyjdzie.

Chcesz poznać inne wspaniałe Kreolki? Kliknij!

Reklamy