Steve i jego ekologiczne rzeźby

Tina - tradycyjna kabowerdiańska "pralka"

Tina – tradycyjna kabowerdiańska „pralka”


Steve ma 38 lat i zajmuje się dość nietypowa sztuką. Z wszystkiego co znajdzie na polu, a zwłaszcza z liści kukurydzy, tworzy rzeźby-scenki obrazujące życie codzienne na Wyspach Zielonego Przylądka. W trójwymiarowych pracach znajdziemy dzieci grające w ouri, kobietę z dzieckiem na plecach piorącą w tinie, grajków i mężczyzn wykonujących capoeirę. Ale Steve stara się też uchwycić sceny, które powoli odchodzą w zapomnienie. W jego pracach odnajdziemy Cabo Verde takie, jakie jest dziś i takie, jakie było kiedyś.

– Steve, jak powstają Twoje prace?

– Wychodzę na ulicę, widzę interesujący obrazek. Ty w tej chwili pewnie zrobiłabyś zdjęcie, ja nie mam aparatu, ale robię zdjęcie w mojej głowie. Kiedy tylko wracam co domu siadam i odtwarzam ten obrazek w rzeźbie. Podczas naszego spaceru widzieliśmy starszą panią z drewnem na głowie. To bardzo silny obrazek. Mam go już w głowie i na pewno go odtworzę. Staram się też odtwarzać scenki, które ciężko spotkać dziś na ulicy, a które ja pamiętam ze swojego dzieciństwa. Nie chcę, by odeszły w zapomnienie. W swojej pracy mam na uwadze dwa aspekty – środowisko i Cabo Verde. To co tworzę, jest tak naprawdę bardzo typowe dla Cabo, zarówno jeśli chodzi o tematykę, jak i o materiały. Nie kupuję nic, oprócz drucików i kleju. Pozostałe materiały zbieram na polu, wszystko jest stąd, z Cabo Verde, moja praca to 100% Cabo Verde. Nie staram się też naśladować sztuki europejskiej ani z Afryki Kontynentalnej. Ktoś, kto widzi moje dzieła nie ma żadnych wątpliwości, że to może pochodzić tylko z Cabo Verde.

Steve przy pracy

Steve przy pracy

– A zatem 100% Cabo Verde, ale też i 100% naturalne. Jakich materiałów używasz?

– Używam liści kukurydzy, liści zielonych bananów, przeróżne ziarna, drewno. Właściwie wykorzystuję każdy liść, ziarno, które jest w miarę trwałe. I wszystko to znajduję bez problemów, nawet przy domu mam takie małe poletko kukurydzy. Pozostałe materiały znajduję na ulicy, a właściwie na polach. Artyści mówią: jesteśmy biedni, nie mamy materiałów. Ale ja mam ich nadmiar. Ktoś może powiedzieć, że Cabo Verde to tylko piasek i kamienie. Nieprawda! Inspirację czerpię z życia codziennego i tematów mi wcale nie brakuje, podobnie jak materiałów.

– Od ilu lat zajmujesz się sztuką, nazwijmy to rzeźbienia z niczego (albo wszystkiego)?

– Tak naprawdę od dziecka. Dziś możemy kupić zabawki sprowadzane z Chin, Portugalii czy USA, ale kiedyś ich nie było. Jeśli dziecko chciało się bawić, musiało sobie samo zrobić zabawkę. Mimo że pochodziłem z biednej rodziny, nigdy nie brakowało mi zabawek, bo sam je sobie konstruowałem z puszek czy drewna. Inne dzieciaki, które nie miały takich zdolności dawały mi parę groszy i robiłem zabawki też dla nich.

– Masz 3 synów. Czy dla nich też robisz zabawki?

– Tak, czasami tak. I szczerze mówiąc, wydaje mi się, że oni wolą te zabawki zrobione przeze mnie niż te, kupione w sklepie u Chińczyka. Ale muszę też przyznać, że teraz skupiam się bardziej na sztuce. Jako zabawka postrzegane jest tylko to, co pochodzi z importu. Dlatego nawet to, co może być zabawką, staram się przedstawić przede wszystkim jako sztukę.

Liście kukurydzy to bardzo trwały materiał.

Liście kukurydzy to bardzo trwały materiał.

– A czy Twoje dzieła są trwałe?

– Tak, materiały których używam są bardzo trwałe. Zewnątrz mogą wydawać się kruche i delikatne, ale liście kukurydzy są bardzo trwałe – z dala od słońca i wody przetrwają lata.

– Gdzie się nauczyłeś tej sztuki?

– Sam się nauczyłem. Wierzę, że każdy z nas rodzi się z danym talentem. Wystarczy tylko go odkryć. Tak jak dobry piłkarz. On zawsze miał predyspozycje, wystarczy tylko żeby trenował i pielęgnował swoje umiejętności. I mi się wydaje, że i ja z takim talentem się urodziłem. Od zawsze lubiłem sztukę, lubiłem tworzyć ładne rzeczy. Zawsze dawało mi to poczucie spełnienia. A gdy ktoś pochwali moje prace, to daje mi niewyobrażalną zachętę, aby kontynuować to do robię. Ale nigdy nie chodziłem do szkoły, żeby się tego nauczyć.

– Zdarza Ci się, że ktoś podchodzi do Ciebie i mówi: Steve, naucz mnie?

Steve robi zabawki także dla swoich pociech.

Steve robi zabawki także dla swoich pociech.

– Codziennie! Oprócz tworzenia rzeźb z liści kukurydzy zajmuję się też sztuką recyklingu. Ze zużytych opakowań po sokach robię torby, portmonetki itp. Jako wolontariusz prowadzę warsztaty w lokalnym stowarzyszeniu wspierającym samotne matki. Czasem dzieciaki ze szkoły zapraszają mnie, żeby pokazać jak zrobić na przykład motocykl z puszek. Bardzo to lubię.

– A zatem masz wielu uczniów.
– O tak! (śmieje się) I bardzo się z tego cieszę!

– Masz jeszcze jakąś inną pasję?

– Lubię sport, zwłaszcza bieganie. Sztuka wymaga skupienia, siedzenia w jednym miejscu. To ciężka praca, ale umysłowa. Ale człowiek potrzebuje też popracować fizycznie, żeby być w formie. Zresztą jak biegam, to i obserwuję. Nieraz z porannego biegu przynoszę do domu wiele inspiracji, wiele obrazków w głowie. Dlatego dzień zaczynam właśnie od gimnastyki. O 5:30 idę biegać, wracam, jem śniadanie, biorę prysznic i zasiadam do pracy.

– Ile czasu potrzebujesz, żeby stworzyć jedno dzieło?

– Jeśli teraz spojrzysz na mój stół, przypomina śmietnik, panuje na nim chaos. To dlatego, że bardzo rzadko zaczynam dane dzieło i kończę za jednym zamachem. W zasadzie tylko na zamówienie, jeśli komuś bardzo się śpieszy. Wtedy zajmuje mi to, w zależności od stopnia skomplikowania danej scenki, 30-40 minut. Ale zazwyczaj nad każdym dziełem pracuję na raty – biorę jakąś figurkę, pracuję nad nią trochę, zostawiam, zabieram się za inną. Moim zdaniem bowiem każda figurka, musi dojrzeć. Dla mnie rękodzieło przypomina wychowywanie psa czy kota. Potrzebuje zaangażowania i wymaga czasu, aż będzie idealne.

Inspiracją jest życie codzienne Kabowerdiańczyków.

Inspiracją jest życie codzienne Kabowerdiańczyków.

– Jakie jest twoje największe marzenie?

– Chciałbym, aby mnie znano jako artystę. Żeby moje prace były rozpoznawalne i żebym mógł wystawać je nie tylko na Cabo, ale także poza granicami kraju.

– Masz jakieś inne zajęcie? Czy utrzymujesz się tylko ze swoich figurek?

– Żyję tylko z rękodzieła i w związku z tym muszę sprostać wielu wyzwaniom. Moja żona jest nauczycielką. Uczestniczę w każdych targach, aby móc sprzedać swoje dzieła, ale czasem zdarzają się nawet 3 miesiące bez żadnego wydarzenia. Wszyscy potrzebujemy pieniędzy, ale ja uprawiam sztukę nie dla pieniędzy, sztuka to całe moje życie. Czasem nie jest łatwo. Ale ja nie chcę zajmować się niczym innym. Jednak, kiedy jest naprawdę krucho, muszę zająć się jakąś pracą dorywczą, żeby w domu były pieniądze. Ale kocham swoja pracę i nie zamieniłbym jej na żadną inną. Nawet na posadę prezydenta Cabo Verde.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy