Sal – love it or… love it!

W XIX Sal przeżywało swoje lata świetności ze względu na produkcję soli. Stąd też jej nazwa, sal=sól. W XXI wieku Sal przeżywa boom z powodu turystyki.

W XIX Sal przeżywało swoje lata świetności ze względu na produkcję soli. Stąd też jej nazwa, sal=sól. W XXI wieku Sal przeżywa boom z powodu turystyki.

Po wylądowaniu na Sal odczuwa się przygnębienie i rozczarowanie. (…) Sal: bury i nieciekawy kawałek lądu ze szczelinami, w których co jakiś czas zbiera się woda deszczowa.* Tak zaczyna się w przewodniku rozdział poświęcony wyspie Sal. Zachęcająco, nie ma co!

Wyspy Zielonego Przylądka, tam nic nie ma! – czytając taki komentarz w Internecie mam stuprocentową pewność, że jego autor(ka) był tylko na Sal**, może na jakichś wakacjach mniej lub bardziej inclusive, ale na pewno nosa nie wychylił na żadną z innych kabowerdyńskich wysp. Ba! Zaryzykuję też stwierdzenie, że wyspę eksplorował dzielnie i z zapałem Indiany Jonesa na trasie hotel-restauracja (ale tylko przy głównej ulicy, wszak dalej zapuszczać się nie wolno)-plaża-lotnisko. A do tego pewnie miał pecha i trafił na jedyne 5 niesłonecznych dni w całym roku.

Ale znam też wiele osób, które będąc tylko na Sal zakochały się w Cabo Verde i myślą jak tam tylko wrócić. Zdaje się zatem, że Sal to chyba takie nasze kabowerdyńskie Indie – albo się ją kocha, albo nienawidzi. Nikogo nie pozostawi obojętnym.

On na pewno lubi Sal...

On na pewno lubi Sal…

Ok, przyznam się że i ja do wielkich fanów Sal nie należę. Co więcej, jeśli miałabym robić ranking wysp, to jak wszystkie je kocham i uwielbiam, to Sal w subiektywnym rankingu Top 9 uplasowałaby się na ostatnim miejscu. No niestety, ranking ma swoje prawa i ktoś, coś musi być na ostatnim miejscu. Sal nie była pierwszą wyspą, którą poznałam, więc jadąc na nią po raz pierwszy już byłam zakochana w Cabo Verde, i to w nieco innym jego obliczu i… ale zaraz zaraz, miałam pisać właśnie o czymś zupełnie innym! Bo właśnie przekornie chciałam napisać za co Sal lubić, a nawet pokochać można.

Pozwólcie, że pominę tak oczywiste atrybuty Sal jak lazur oceanu, piękne plaże, doskonałe warunki do sportów wodnych, takich jak kitesurfing, windsurfing czy nurkowanie i to że w salinach można sobie zafundować kąpiele zdrowotne.

Przede wszystkim myślę, że każdy kto przyjeżdża na Sal na krótsze lub dłuższe wakacje powinien docenić, że bez problemów może porozumieć się tu po angielsku, włosku, a w wielu miejscach także po niemiecku. Ba! Nawet usłyszy polskie dzień dobry od sprzedawcy pamiątek. Uwierzcie mi na słowo (a najlepiej, sprawdźcie sami), że na większości innych wysp szybko nauczycie się choć kilka słów po kreolsku. Nie będzie wyjścia!

Będąc w klimacie udogodnień, tylko na Sal (no, może poza Boa Vista, ale w mniejszym zasięgu) w zasadzie w każdym miejscu można płacić w Euro. Omija wszystkich przyjezdnych zatem wątpliwa przyjemność stania w banku i płacenia prowizji za wymianę waluty. A ja, mieszkając na innej wyspie, muszę się za to pilnować, żeby w sklepie wydawano mi resztę tylko w escudos. W przeciwnym bowiem razie mogę założyć sobie fundusz składkowy na przyszłość, z którego skorzystam po powrocie do Europy… albo na Sal. 🙂

I pozostając w tym samym wątku, to na Sal znajdziecie największy wybór najlepszych hoteli i „najlepszą” obsługę. Bo Cabo Verde jest no stress. Wyartykułowane „no stress” usłyszycie i zobaczycie na koszulkach i pamiątkach tylko na Sal/Boa Vista. Natomiast na wszystkich pozostałych wyspach to po prostu poczujecie. Bo Kabowerdeńczycy są no stress, w 100%, 24/7. I to, że przywdziewają strój kelnera czy recepcjonisty nic nie zmienia. No chyba, że pracują na Sal.

... oni też...

… oni też…

No właśnie. To na Sal można spotkać Kabowerdeńczyków z wszystkich, zamieszkałych oczywiście, wysp. I dzięki temu nawet ten, kto nie ma możliwości czy ochoty poznać inne wyspy, może mimo wszystko się czegoś o nich dowiedzieć. I to z pierwszej ręki. Wystarczy zapytać każdego napotkanego Kabowerdeńczyka skąd jest i poprosić, żeby coś o swojej wyspie opowiedział. Ba! Na Sal możemy się także dowiedzieć jak jest w Senegalu, Guinea Bissau, Togo i innych afrykańskich państwach. I to, szczerze mówiąc, czasem nawet prościej niż dowiedzieć się jak jest na innych kabowerdeńskich wyspach. Bo wszyscy ci, którzy zaczepiają i zachęcają do kupienia pamiątek, właśnie Kabowerdeńczykami nie są. Kabowerdeński sprzedawca pamiątek po prostu siedzi przed swoim straganem. No stress.

A jak ktoś chce na własne oczy dowiedzieć się jak jest na innych wyspach, proszę bardzo! To właśnie z Sal mamy najlepsze połączenia lotnicze na inne wyspy! Santiago, Boa Vista, Sao Nicolau, Sao Vicente, voila! Z Sal mamy też najlepsze (i najtańsze) połączenia z Europą, i to kilka razy dziennie!

To wszystko sprawia, że właśnie na Sal mamy największy tygiel kabowerdyńsko-afrykańsko-europejski i największy wybór produktów, o których mieszkając na innych wyspach można tylko pomarzyć. Tylko na Sal możemy napić się cappuccino o dowolnej porze dnia, kupić włoską mortadelę i pełnoziarnisty chlebek. To co, kto rezerwuje już sobie bilet?

... i on. A Ty?

… i on. A Ty?

Ach, a propos Indii.. to właśnie na Sal, jakże by inaczej, w Santa Marii znaczy się, znajduje się jedyna na Cabo Verde restauracja indyjska***. Smacznego!

* „Wyspy Zielonego Przylądka” – przewodnik; A.Irwin, C. Wilson w tłumaczeniu A. Burchartd i A.Duran, Bradt/Global PWN, 2010

** Pozwolę sobie posłużyć się w tekście uproszczeniem Sal=Santa Maria na Sal, ale oczywiście Sal to nie tylko Santa Maria, to także zupełnie inne Espargos itp. Ale na potrzeby tekstu przyjmijmy że Santa Maria=Sal.

*** Była też jedna w Mindelo. Ale już nie ma 😦