Tunja

12/06/11 Poza utartym szlakiem

Tunja – ładne górzyste miasteczko. Pod wieczór jedziemy do Cucaity- małej miejscowości, której ciężko szukać nawet na kolumbijskiej mapie. Mamy dużo szczęścia, bo przez całą podróż leje jak z cebra, ale jak tylko wysiadamy przestaje padać. Zostawiamy bagaże i fundujemy sobie wizytę w lokalnym pubie. Postanawiamy spróbować słynnej Aguardiente – kolumbijskiej wódeczki. Pytamy czy jest. Pani na to, że jest. I cisza. Za pięć minut ponownie zagadujemy: Jak jest, to czy można poprosić? Pani nic nie odpowiada i znika. Wraca po 5 minutach z półmiskiem pełnym pomarańczy. To dla nas? Milusio… i obok półmiska stawia butelkę Aguardiente. Chcieliśmy tylko trochę, na spróbowanie, jeden kieliszeczek. Ale okazało się, że nie na kieliszeczki, ale na buteleczki sprzedaje. Więc albo bierzemy pół litra, albo nic. Wyjątkowo wybraliśmy to drugie.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.